Związek małżeński a kredyt

Związek małżeński a kredyt

Wstępując w związek małżeński, zakładając rodzinę i planując wspólną przyszłość często podejmujemy decyzję o zakupie nieruchomości. Obecnie, zwłaszcza w dużych miastach mało kogo stać na zakup nieruchomości za gotówkę, dlatego większość z nas posiłkuje się kredytem.

W przeszłości popularne było zaciąganie kredytów walutowych, zwłaszcza we frankach szwajcarskich. Trudno się temu dziwić, kredyty te były tańsze niż złotówkowe a kurs franka niski i stabilny. Niestety, od tamtej pory wiele się zmieniło. Kurs franka poszybował z 2 do 4 złotych, co sprawiło, że u niejednej z nas wartość kredytu przerosła wartość mieszkania.

Sytuacja jest stabilna jeżeli na bieżąco płacimy raty kredytu i w najbliższej przyszłości nie zamierzamy sprzedawać mieszkania, co jednak zrobić z takim kredytem w przypadku rozwodu?

SĄD NIE PODZIELI KREDYTU

Podstawową zasadą, o której pamiętać musi każdy rozwodzący się kredytobiorca jest to, że sąd, przed którym się rozwodzimy, nie dzieli pasywów, czyli wszystkiego tego, co nasz majątek uszczupla. Sąd podzieli pomiędzy strony meble, samochód, pieniądze, dom wolny od zobowiązań hipotecznych, czy nawet zwierzęta, ale nie podzieli kredytu.

Nawet więc po rozwodzie, kiedy teoretycznie męża i żonę nic już nie łączy – kredyt dalej pozostaje wspólny i wspólnie musimy go spłacać.

NIE PANIKUJ I NIE SPRZEDAWAJ MIESZKANIA

Moim zdaniem, najmniej korzystnym rozwiązaniem w przypadku rozwodu jest sprzedaż nieruchomości. Jeżeli bowiem sprzedamy dom wart 400 tysięcy złotych, a do spłaty po obecnym kursie franka pozostało nam przykładowo 600-700 tysięcy złotych, to nawet sprzedając nasze lokum i spłacając z uzyskanych pieniędzy kredyt, dalej pozostaniemy dłużnikami banku, a jednocześnie zostaniemy bez dachu nad głową.

NEGOCJACJE Z BANKIEM

Bardziej racjonalne wydaje się podjęcie rozmów z bankiem i uzgodnienie aby jedno z nas, my bądź nasz były małżonek, przejęło kredyt i nieruchomość. Oczywiście aby plan się powiódł musimy posiadać zdolność kredytową i to na dzień podjęcia negocjacji a nie na dzień udzielenia pierwotnego kredytu.

W teorii po takich negocjacjach jeden z małżonków zostaje z nieruchomością i kredytem, drugi natomiast zostaje zwolniony z długu. Niestety, w praktyce banki nie mając interesu w zwalnianiu nas ze zobowiązań w zamian za zwolnienie z długu żądają dodatkowych zabezpieczeń.

CO GDY BANK NIE CHCE ROZMAWIAĆ?

Co zrobić, gdy wartość kredytu przewyższa wartość nieruchomości, a bank nie zgadza się na przejęcie kredytu przez jednego z małżonków? Jeżeli tylko umowa kredytowa z bankiem wprost takiej możliwości nie wyłącza, możemy zawrzeć przed notariuszem umowę o podział majątku wspólnego, zgodnie, z którą jedno z nas przejmie całą nieruchomość razem z kredytem, który w zamian za posiadany dom lub mieszkanie zobowiąże się spłacać, zwalniając tym samym byłego partnera z długu.

Stosując takie rozwiązanie musisz mieć świadomość, że w dalszym ciągu niewiele to zmienia w relacjach z bankiem, dla którego to para nadal ma jeden wspólny dług i jeżeli strona przejmująca nieruchomość z kredytem przestanie go spłacać bank może zażądać spłaty od drugiego z dłużników.

Umowa notarialna chroni nas jednak o tyle, że możemy wystąpić do drugiej strony, będącej na mocy umowy notarialnej zobowiązaną do spłaty długu, z roszczeniem regresowym o zwrot pieniędzy, które na spłatę kredytu musieliśmy przeznaczyć wskutek nierzetelnego działania byłego towarzysza życia.

A MOŻE NIC NIE ROBIĆ?

Przepisy prawa nie zobowiązują nas do bezwzględnego podziału majątku, dlatego istnieje możliwość, ażeby do czasu spłaty kredytu w ogóle nie dzielić nieruchomości i wspólnie spłacać kredyt a po okresie kredytowania, kiedy nieruchomość będzie już wspólną, niczym nieobciążoną własnością, sprzedać ją i podzielić się pieniędzmi.

Jakkolwiek możliwe, domyślacie się, że przy emocjach związanych z rozwodem, powyższe rozwiązanie jest bardzo trudne do zrealizowania.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.